🧃 Moja recenzja 226ERS Pre Workout – z perspektywy obozu na Gran Canarii
Testowałem 226ERS Pre Workout w wersji lime z kofeiną podczas obozu treningowego na Gran Canarii – byliśmy tam w trójkę i co ciekawe, tylko mi ten smak nie podszedł. Dla chłopaków był okej, ale dla mnie... ale nie o smak tutaj przecież chodzi, a o działanie tej przedtreningówki.
Należy przyznać jedno – treningi wychodziły nam znakomicie. Zarówno jednostki wytrzymałościowe, jak i mocniejsze akcenty – wszystko grało jak trzeba. Ciężko powiedzieć, ile w tym zasługi suplementu, a ile naszej formy i klimatu Wysp Kanaryjskich, ale coś musi być na rzeczy 😉
Po powrocie z obozu sięgnąłem po 226ERS Pre Workout raz jeszcze – tym razem przed startem w półmaratonie w Berlinie. Efekt? Życiówka i wbicie się idealnie w planowany czas na mecie. Chyba nie muszę nic więcej dodawać. 😎💥
Od tamtej pory zmieniłem wersję na watermelon (bez kofeiny) i... dla mnie to niebo a ziemia! Smak arbuzowy jest dużo przyjemniejszy, zdecydowanie bardziej naturalny i lekki.
Co najważniejsze – za każdym razem gdy sięgam po ten produkt przed ciężką jednostką, udaje się ją "dowieźć" do końca. Nie mam żadnych rewolucji żołądkowych, nie czuję się „przepobudzony”, ale mam wrażenie, że moje ciało po prostu lepiej odpala.
Oczywiście – to nie placebo, ale też nie cud. Po prostu dobry, przemyślany skład i odpowiednie proporcje.
P.S.
Minusem jest źle rozwiązane opakowanie które w teorii powinno się zamykać, ale to nie działa. I występuje ten problem we wszystkich tego typu opakowaniach od 226ERS


